Niemieckie media nie przechodzą obojętnie obok decyzji G.W. Busha dotyczącej weta w sprawie opłacenia przez rząd ubezpieczeń dzieciom z biednych rodzin. Podkreśla się, że właśnie w takiej sprawie po raz pierwszy od 2001 roku prezydent USA sięgnął po weto. Oficjalnym powodem dla, którego zdecydował się na taki kontrowersyjny krok jest zbyt wysoka cena: 35 miliardów dolarów.
Opinie komentatorów są na ogół zgodne. Ta decyzja może kosztować Republikanów utratę wielu głosów w kongresie po przyszłorocznych wyborach, gdyż większość mieszkańców Stanów Zjednoczonych popierała projekt, który jest częścią planu Demokratów. Senator Hilary Clinton deklaruje wprowadzenie powszechnych ubezpieczeń w razie zwycięstwa w wyborach. Trzeba jednak przyznać, że zauważone jest również, iż jest to spójna polityka Busha, który nie che zgodzić się na przekroczenie w budżecie 933 miliardów dolarów, a Demokratom zarzuca zbytnią rozrzutność.
Ta informacja doskonale obrazuje, że niemieckie media również nie wahają się przed sięgnięciem po pustą demagogię. Tagesschau stwierdza, że ubezpieczenie zdrowotne nie jest w USA obowiązkowe i 47 miliardów osób nie ma wykupionej polisy. Na nas europejczykach, w znacznie mniejszych krajach taka liczba wywołuje emocje. Spiegel jest już precyzyjniejszy w stwierdzeniu – „co szósty Amerykanin”. Jest to lepsze wyrażenie, ale oczywiście również mocniejsze niż np. bliższe prawdy 15 %. Tagesschau sięga również po wspaniały argument cytując Rahm Emanuela: „Dziś prezydent pokazał swoje prawdziwe priorytety: 700 miliardów na wojnę w Iraku i żadnych na opiekę zdrowotną dla dzieci z biednych rodzin“. Spiegel natomiast w tytule ogłasza: „Bush zatrzymuje pomoc dla biednych dzieci”.
Przykro patrzeć, jak wystarczy wspomnieć o biednych dzieciach, najlepiej jeszcze chorych, aby było to wystarczającym powodem do nałożenia kolejnego podatku. Zwiększenia roli państwa i kolejnego obciążenia dla wolnej gospodarki. Moim zdaniem jeśli spora grupa ludzi popiera bezinteresowną pomoc pewnej słabszej grupie społecznej, to nic nie stoi na przeszkodzie by wpłacić - na rzecz fundacji zajmującej się właśnie tym problemem - adekwatnej kwoty pieniężnej. Zgodnie z uznaniem jak bardzo trzeba pomagać, każdy może we własnym zakresie zdecydować. Dlaczego tak bardzo chcemy narzucać innym by pod przymusem również pomagali tym grupom społecznym. Chyba chodzi tu o komfort psychiczny. Zazwyczaj chcemy o sobie myśleć jako o pełnych empatii, ale z drugiej strony nie lubimy wydawać swoich pieniędzy. Lepiej się czujemy, gdy wmawiamy sobie, że państwo powinno zadbać o biedne, chore dzieci i nie widzimy jak nam z kieszeni wyciągają pieniądze. Albo mamy przynajmniej satysfakcję, że sąsiad też musiał zapłacić.
Marzy mi się dzień, w którym wszyscy zamiast domagać się zwiększenia nakładów na jakiś cel, sami udajemy się do odpowiedniej fundacji i wpłacamy zgodnie z uznaniem kwotę, którą należy (naszym zdaniem) wspomóc chore dzieci, lekarzy, pielęgniarki, górników, cyklistów…






Ostatnie komentarze